14 kwietnia 2017

Hygge


Zawsze miałam w głowie obraz chłodnych Nordyków, zimnych, poważnych, zorganizowanych perfekcjonistów. Nie wiem dlaczego miałam taki wizerunek północnych Europejczyków. W ciągu ostatnich kilku miesięcy okazało się, że prawda jest całkowicie inna.

Moda na Skandynawię trwa w najlepsze. Zaczęło się od wnętrz, a przeszło w pochwałę stylu życia.
O hygge usłyszałam zeszłej jesieni. W sieci pojawiło się obco brzmiące słowo, o niedającym się przetłumaczyć na język polski znaczeniu szczęścia, przytulności i cieszenia się z małych rzeczy.
Kiedy zobaczyłam książkę Marie Tourell Soderberg zbliżały się urodziny mojej przyjaciółki, która wszystko co hygge uwielbia i pomyślałam, że ta książka będzie strzałem w dziesiątkę jako prezent urodzinowy. Przyznam szczerze, że nie mogłam się powstrzymać i sama ją najpierw przeczytałam, uważając oczywiście, by jej nie uszkodzić. Zachęcona pierwszą sięgnęłam po książkę autorstwa naukowca badającego szczęście(?!) Meika Wikinga.

Nie ukrywam, że książki mnie zauroczyły, to chyba właściwe słowo. Nie są to poradniki, książki motywacyjne, w żadnej z nich nie informacji o tym, że twoje życie jest do bani i że wiele musisz zmienić, by być szczęśliwym, a wręcz odwrotnie - że to zwykłe życie jest esensją i największym szczęściem. Wieczór z książką, ulubiona herbata, spotkanie przy planszówce z przyjaciółmi, gotowanie, spędzanie czasu na wsi i już, voila - szczęście. Smutne jest, że o oczywistych oczywistościach należy czytać w książkach. Czy my już o tym zapomnieliśmy? Czy kolejne pozycje na półkach księgarń dotyczące szczęścia są nam potrzebne? Co się stało? Dlaczego potrzebujemy takich książek? Dlaczego nie cieszymy się z małych rzeczy, narzekamy, nie potrafimy docenić tego co mamy? Kiedy będziemy w końcu szczęśliwi - kiedy byciem szczęśliwym stanie się modne?

Czasem bywam malkontentką, jednak po lekturze powyższych książek mogę stwierdzić, że hygguję od dawna i hygge momenty są dla mnie szczęściem tylko czy potrafię to docenić? Tak, a przynajmniej naprawdę się staram. Niestety, podobnie jak spora część Polaków mam tendencję do narzekania, ale zamiast walczyć z wiatrakami życia czasem lepiej obrócić to w coś dobrego. Mieszkając w kraju, gdzie przez długi czas roku jest stosunkowo chłodno (już połowa kwietnia a wiosny ani widu ani słychu) może nie warto już tak bardzo tego przeżywać, a zmienić podejście?

W obu książkach zwróciłam również uwagę na zdjęcia - takie zwykłe, nie wykadrowane, nie zawsze z idealną ostrością i przemyślaną kompozycją, bo przecież nie musi być idealnie.



Moje hygge
  • spotkania na skypie z moją przyjaciółką, wymienioną powyżej. Od kilku lat mieszka za granicą, ale chyba to tylko umocniło naszą więź. Uwielbiam te nasze spotkania przy wieczornej herbacie czy porannej weekendowej kawie, babskie rozmowy o życiu i zawojowaniu świata. Najlepsze na poprawę nastroju bez czego nie wyobrażam sobie życia.
  • czarna herbata z brązowym cukrem i cytryną, czyli wszystko co złe ;)
  • daktyle - życiowe odkrycie
  • holenderskie ciastka stroopwafel
  • ciepła zupa w chłodny dzień
  • grzanki z quacamole
  • film A lot like love
  • świeczki
  • ciepła kąpiel
Zawsze musi być moda na coś. Mam nadzieję, że cieszenie się z życia i docenianie małych rzeczy stanie się oczywistością i modne hygge wejdzie nam w krew. Najpierw francuski szyk, veganizm, minimalizm, azjatyckie sposoby na piękno teraz Skandynawia. Ciekawe co będzie następne? A czy kiedyś coś polskiego będzie trendy? Czym moglibyśmy zawojować świat?

1 komentarz:

  1. Pięknie napisane 😁😁 Zgadzam się w stu procentach, że zapominamy celebrować każdą nawet najzwyklejszą chwilę, a powinniśmy, bo całe nasze życie składa się właśnie z chwil 😉

    OdpowiedzUsuń